“Puszcza mnie – mogę jechać?” – dylematy i mity.

 Puszcza mnie – co robić?

Wiele mitów a nawet bezprawnych interpretacji pojawiło się w ostatnich latach wokół sytuacji, gdy podczas egzaminu jakiś uczestnik ruchu (kierujący samochodem, motocyklem, rowerem czy również pieszy) w sytuacji gdy to my mamy ustąpić jemu pierwszeństwa ewidentnie „puszcza nas”. Można usłyszeć historie, jakoby nie wolno było „korzystać z uprzejmości” takiego uczestnika ruchu, że „on nie jest uprawniony do kierowani ruchem” albo, że mamy zapytać egzaminatora o zgodę.

Jak jest naprawdę co mówi o tym prawo?

Odpowiedź na te pytania jest w sumie banalnie prosta, wymaga jednak znajomości I ROZUMIENIA bodaj najważniejszego przepisu p.r.d czyli art. 2 ust 23 – definicji legalnej ustąpienia pierwszeństwa:

ustąpienie pierwszeństwa – powstrzymanie się od ruchu, jeżeli ruch mógłby zmusić kierującego do zmiany kierunku lub pasa ruchu albo istotnej zmiany prędkości, pieszego – do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku, a osobę poruszającą się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch – do zatrzymania się, zmiany kierunku albo istotnej zmiany prędkości.

Dla rozwikłania problemu kluczowa jest dla nas dyspozycja wyrażona słowami: „mógłby zmusić” a w zasadzie samo słowo „zmusić”. Podstawową zasadą stosowania prawa jest wykładnia literalna słów, które opisują przepisem normę prawną. Co zatem o słowie „zmusić” mówi Słownik Języka Polskiego PWN:

  1. siłą lub groźbami skłonić kogoś do zrobienia czegoś wbrew jego woli
  2. o sytuacji, okolicznościach itp.: spowodować, że ktoś musi postąpić wbrew swojej woli

W sytuacji, gdy inny uczestnik ruchu drogowego sygnalizuje nam np. światłami, ręką, głową, że mamy kontynuować jazdę przed nim, to absolutnie nie ma mowy o wskazanym w ustawie „zmuszeniu”. To jego własna decyzja (czasem spowodowana jedynie kulturą czy ochotą a czasem sytuacją drogową, związaną ze znacznymi gabarytami jego pojazdu czy wąską powierzchnią dostępnej jezdni) i nasza dalsza jazda przed nim, w żaden sposób nie narusza zasad pierwszeństwa.


Pamiętać jednak należy, że inni uczestnicy ruchu nie zawsze wiedzą/widzą, że między nami a drugim kierującym/pieszym doszło do porozumienia i za chwile wydarzy się coś niespodziewanego, dlatego należy zachować należytą ostrożność. I co ważne, jeżeli ktoś nas „puszcza” to robi to wyłącznie za siebie, zatem jeżeli mamy obowiązek ustąpienia pierwszeństwa więcej niż jednemu uczestnikowi ruchu, to aby pojechać musimy mieć sygnał do jazdy od każdego z nich.

Nie ma zatem najmniejszej wątpliwości, iż w sytuacji, gdy podczas egzaminu inny uczestnik ruchu, któremu jesteśmy obowiązani ustąpić pierwszeństwa „zaprasza nas” aby pojechać nie tylko możemy ale wręcz powinniśmy to zrobić. Dlaczego powinniśmy? Bo najczęściej takie „puszczanie” jest związane z brakiem możliwości jazdy pojazdu w ciasnym miejscu.


W związku z takim stanem prawnym egzaminator nie ma prawa ogłosić błędu a tym bardziej przerwać egzaminu z powodu nieustąpienie pierwszeństwa, gdyż w sposób oczywisty do takiego nieustąpienie nie dochodzi.

Problemem dla niektórych osób może być myśl, że dla pewności interpretacji sytuacji lepiej zapytać egzaminatora czy można „skorzystać z uprzejmości innego kierującego?”. Otóż nie. Zadanie pytania egzaminatorowi o możliwość jazdy powinno skończyć się ( i kończy się zwykle) odpowiedzią w stylu

– To Pani/Pan kieruje, proszę decydować.

Pamiętaj, że egzaminatorowi nie wolno podpowiadać kandydatowi, wiec nie może za Ciebie podjąć decyzji zatem na takie pytanie nie powinien odpowiedzieć.


Czasem, gdy mamy wątpliwość, ze egzaminator również widział gest, na podstawie którego mamy pojechać jako pierwsi, warto oznajmić egzaminatorowi „Puszcza mnie”. Wtedy sytuacja jest jasna i sam egzaminator jest upewniony, że jedziemy bo ktoś nas puszcza a nie dlatego, że nie wiemy, że mamy ustąpić pierwszeństwa.

Spotkałem się (kilkakrotnie) z informacją, że w jednym z ośrodków egzaminowania pracuje egzaminator, który przed wyjazdem w ruch drogowy, podczas tzw. instruktarzu informuje kandydata, że w sytuacji gdy ktoś „puszcza” kandydata, ma on zapytać egzaminatora czy może jechać. Szczerze mówiąc mocna wątpię, że taka sytuacja jest prawdziwa, ale.. mając spore doświadczenie w temacie pozostawiam sobie myśl, że gdzieś taki egzaminator jednak jest. Nie mnie oceniać ten sposób prowadzenia egzaminu (podkreślam – o ile to prawda) acz budzi to moje daleko idące wątpliwości. Jeśli jednak trafi się Tobie taki właśnie egzaminator, pytaj go, skoro tego oczekuje. Ma to tę zaletę, że to on wtedy bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne nieprawidłowe zinterpretowanie sytuacji i wykonanie zadania.


Opowieści o tym, że „skorzystałem z uprzejmości kierującego ale mnie egzaminator oblał” są owszem prawdą, ALE ich przyczyna nie leży w skorzystaniu z uprzejmości a w sposobie, w jakim kandydat to zrobił. Problem tkwi w czasie, bo sytuacja jest dość dynamiczna – jak cały ruch drogowy. Kierujący (albo pieszy), który „przepuszcza” też ma swoją cierpliwość. Puszcza kandydata, a ten zamiast od razu jechać zastanawia się czy może ruszyć, myśli czy zapytać egzaminatora, waha się, nie ma pewności czy ruszyć. To wszystko trwa dwie, trzy, czasem cztery sekundy. W tym czasie puszczający na traci cierpliwość i rusza, bo po co ma czekać na „gamonia”? Zwykle zbiega się to w czasie z decyzja kandydata i… ruszają jednocześnie. Wtedy egzaminator oczywiście nie ma wyjścia i interweniuje. Kończy się to więc przerwaniem egzaminu ze względu na nieustąpienie pierwszeństwa lub/i stworzeniem zagrożenia. Czy to dziwne? Nie. To obowiązek egzaminatora. Ale przerwanie nie następuje dlatego, że „korzystasz z uprzejmości”, bo to można było zrobić, ale trzeba było to zrobić sprawnie. Nie czekać. Ruch drogowy ma swoją dynamikę.


Generalnie: nie bój się takiej sytuacji. Obserwuj, decyduj i działaj. Egzaminator naprawdę dobrze widzi co się dzieje wokół pojazdu, wie co robi i co robisz Ty.

 

Dodaj komentarz